David Deida ma chyba największe jaja we współczesnej duchowości. Uczyć i żyć zintegrowany seks, związki i transcendencję nie jest łatwym zadaniem. Konieczna do tego jest ogromna odwaga, mądrość i ponad wszystko nieustraszona miłość. Różne aspekty seksualności, związków i transcendencji bywają represjonowane i wykrzywiane. W rezultacie znajdziesz nauki jak zostać multi-orgazmową-tantryczną seks bombą, jak komunikować się z odmienną płcią, która jest z innej planety lub jak to wszystko zignorować zostając duchowym poszukiwaczem na zawsze zadającym sobie pytanie „kim jestem?” U Deidy wszystko to zostało włączone do jednego radykalnego nauczania. Deida z wdziękiem objaśnia i integruje surowość seksu, biegunowość związku damsko męskiego i prawdziwe pragnienie serca przekroczenia tego wszystkiego. Poprzez komunię dualności w jej najbardziej oczywistej grze, uznana zostaje realizacja Miłości/Jedności, która leży w samym sercu nas samych. Deida jest tej miłości prawdziwym poetą, pomagającym nam stać się prawdziwymi, dzikimi, otwartymi i prawdziwie wyzwolonymi.
Vijay Rana: Czy możesz mi najpierw powiedzieć trochę o postaci „David Deida” i jak z normalnego faceta stał się bogiem seksualnej miłości.
David Deida: Wow, pierwszy raz ktoś nazwał mnie „bogiem seksualnej miłości”. Trudno jest mi nie śmiać się kiedy udziela mi się takich referencji! We słowie wstępnym do jednej z moich książek, Kochanie, Marianne Williamson uprzejmie odnosi się do mnie jako do „czarnoksiężnika miłości”. Jest niezwykle współczującą osobą.
Sekretem seksu, jak i wszystkiego, jest rozluźnić się całkowicie i ofiarować każdy aspekt siebie – włączając w to serce i genitalia – jako dar dla innej osoby. Pozostawanie swobodnym i otwartym jest tutaj kluczem. Czule otworzyć się, by poczuć siebie samego, kochankę i cały świat w pełni. Przyjmować kochankę i świat do najczulszych części własnego serca, właśnie teraz – nieważne czy jest to przyjemne czy bolesne – podczas dawania najgłębszego daru swojego serca, nie powstrzymując niczego. Ofiarować swój prawdziwy dar właśnie teraz, jakbyś miał umrzeć w następnej chwili – nie pozostawiając ani trochę miłości nie ofiarowanej. Życie miłością tak pełnie i spontanicznie jest jogą, sztuką, nieważne czy wijesz się w seksie, medytujesz czy pieczesz ciasteczka.
Miałem wspaniałych nauczycieli od bardzo młodych lat. Pokazali mi, że kobiety – i wszystkie aspekty świata – są tutaj by być uwielbiane jako tajemnica miłości – nawet kiedy to wszystko zdaje się być uwieraniem w tyłek. Jedynym lekarstwem na niezadowolenie, czy to z powodu kochanki czy świata, jest wrażliwe odczuwanie tego co jest, jakim jest. Innymi słowy, poczuj swoją kochankę od środka i z zewnątrz, poczuj świat bez żadnego oporu czy strategii, bądź otwarty jak objęcie miłości, spontanicznie oferując swoje życie, razem z twoim sercem i genitaliami, dla dobra innych – podejrzewam, że to znaczy być „bogiem seksualnej miłości”. Nieobmyśloną, niezawężoną, wiedzącą, kochającą otwartością.
Ale to wszystko obejmuje wszelkie możliwe detale. Seks oralny, trójkąty, zaangażowanie, kłótnie, konflikty finansowe i emocjonalne – do wszystkiego co składa się na intymność można podejść jak do sztuki, sposobu ofiarowania daru miłości. Dlatego w moich książkach próbuję być jak najbardziej szczegółowy i praktyczny jak to możliwe. Orgazmy, które trwają godzinami, jasne światło napełniające w górę kręgosłup i spływające w dół deszczem rozkoszy, telepatyczne emocjonalne połączenie z kochanką – to są dziecięce zabawy w perspektywie ludzkiej miłości, jeśli zamierzasz praktykować seksualność tak, jak ćwiczy się grę na pianinie. Moi nauczyciele wyszkolili mnie w tych elementarnych seksualnych radościach kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Dopiero 10 lat później mój nauczyciel Mykonos skopał mi tyłek i wybudził mnie z moich jogicznych perwersji, jak opisuję to w książce Wild Nights. Tym, którzy zamierzają zostać „bogami seksualnej miłości” powiedziałbym to – w pewnym momencie wszystko będzie ci odebrane, nawet ty sam. Rozluźnij się w ten sposób, szeroko i otwarcie jak miłość, teraz.
VR: Twoje opisy męskiej i żeńskiej „istoty” czynią obecne zrozumienie ról płciowych przestarzałym. Jak to się stało, że zdobyłeś tak prawdziwy i głęboki wgląd w rdzenne pragnienia, tego co męskość i kobiecość chcą naprawdę?
DD: Poprzez odczuwanie bez końca. Nie wierz jednak w ani jedno słowo, które mówię. Sprawdź to sam. W każdym z nas są naturalne męskie i żeńskie siły. Czegokolwiek boisz się seksualnie, staraj się poczuć przez to delikatnie, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że miłość jest szeroko otwarta i jedyne co istnieje, to samo odczuwanie. Twoje serce może wyrażać tę otwartość uczucia na wiele sposobów, włączając w to namiętną tęsknotę by wziąć otwarcie swoją kochankę albo by być wziętym i zagarniętym w słodkim poddaniu się. Możesz nawet jęczeć „o Boże!”. Męska i żeńska otwartość w działaniu, w dzikiej boskości i delikatnym zaufaniu jest tym co opisuję w szczegółach w książkach „Finding God Through Sex” i „Naked Buddhism”.
VR: Dlaczego twoja książka zatytułowana jest „Naked Buddhism”?
DD: Nie jestem buddystą, ale niektórzy z moich znajomych buddystów uznali, że ta książka była świeżym spojrzeniem na głębokie buddyjskie nauczania – włączając w to nauki seksualne, które nie są zazwyczaj dawane uczniom aż do najwyższej tantry, prezentowanej w buddyzmie wadżrajany. Mimo tego, że pisząc tę książkę nigdy nie zamierzałem skupiać się na buddyzmie– buddyzm nie jest nawet raz wspomniany w książce – zatytułowaliśmy książkę „Naked Buddhism”. Mam wielkie uznanie dla praktyków tradycyjnego buddyzmu, mam więc nadzieję, że mają dość poczucia humoru by przyjąć ten tytuł. Prawdziwe współczucie jest ciepłym humorem miłości, jednocześnie czując i znając śmierć, to oznacza pozwolenie sobie na bycie samą otwartością, która jest obfitym spektaklem kolorów właśnie tej chwili, jej dźwięków, zapachów, ciał, a nawet tytułów książek.
VR: Większość ludzi nie może mi nawet spojrzeć w oczy, nie mówiąc już o odczuwaniu głębi własnego istnienia. Czy przywiązanie emocjonalne, które czyni nas zamkniętymi, powinno być poddane terapeutycznemu procesowi zanim zaczniemy otwierać się i odczuwać cokolwiek w pełni?
DD: Sugerowałbym terapię psychologiczną do momentu, kiedy przestaje cię ona interesować, co może wymagać minut lub lat. Później, kiedy jakakolwiek preferencja takiego lub innego życia spontanicznie rozpływa się, kiedy straciłeś wszystkie iluzje aż do cna, wtedy rozluźnij się i poczuj to, co jest w tej chwili.
Już teraz czujesz się otwarty, ale boisz się konsekwencji życia swoją własną prawdą w pełni. Mam na myśli coś takiego – z kim uprawiałbyś seks, gdybyś był całkowicie wolny jak miłość? Jak byś zarabiał na życie, gdybyś się niczego nie bał? Jak byś żył, gdybyś się rozluźnił całkowicie i prawdziwie dawał swoją miłość, niczego nie powstrzymując, niczemu się nie opierając i niczego nie przymuszając? Tak po prostu być, jest przerażające, jeśli dodatkowo chcesz istnieć jako oddzielne 'ja' z historią własnego życia, bezpiecznym małżeństwem, przeznaczeniem pełnym sukcesów. Po prostu być jest otwartością. Ta otwartość, czy miłość, jest tym, czym naprawdę jesteś i tak jest zawsze-już, jak mogliby powiedzieć Adi Da lub Ken Wilber.
VR: W „wielkim” eseju o twoim przyjacielu, filozofie Kenie Wilberze, krytykujesz go za to, że nie daje swojego prawdziwego daru i miłości światu, za to że jest zbyt „dobry”. Dobroć w tym sensie oznacza pójście na kompromis, wstrzymywanie się i staranne opakowanie swojego daru, tak żeby ludzie nie poczuli się zbyt przytłoczeni. Wielkość, przeciwnie, oznacza nie-czekanie by kochać, ale oferowanie własnego daru już teraz, niczego nie wstrzymując, będąc bezlitośnie kochającym. Mądrość, odpowiada Ken, jest równowagą pomiędzy „wielkością” i „dobrocią”. Czy pisząc „Waiting to Love” puściłeś wodze swojej „wielkości”?
DD: Przede wszystkim Ken Wilber ma zawsze rację i mówię to w najbardziej podejrzany sposób. (To był żart, dla tych, którzy nie zrozumieli również eseju). Na poważniej, myślę, że równowaga jest mądrością do pewnego punktu. Kiedy urzeczywistnienie osiąga pewną głębię, większość ludzi nie pozostaje za bardzo zbalansowanymi. Ramana Maharshi, którego Ken i wielu innych (w tym ja) uważa za jednego z największych mędrców w ostatnich czasach, nie miał zrównoważonej osobowości. Pozwalał, by jego ciało gniło – oglądanie starych nagrań z nim wprawiłoby współczesnego kulturystę w obłęd. Wielbił jedną szczególną górę jako Boga, odmawiał lekarstw na swoją chorobę i mówił, że jego krowa jest oświecona. Nie miał motywacji by dawać ludziom „integralne” nauczanie, które obejmowałoby seksualność, dobre życie, ćwiczenia itd. Jego głębia istnienia była wystarczająca dla urzeczywistnienia – nie dla niuansów gry na gitarze, zakładania biznesu, albo sztuki kochania.
Mimo, że aktualną modą pośród niektórych uduchowionych intelektualistów jest integralne podejście do duchowości, kiedy jesteś otwarty, właśnie w tej chwili, w pełni rozluźniony jako to co jest, wtedy ciało, umysł i emocje zdają się być przejrzyste lub tylko pozorne. Parafrazując Ramana Maharshi'ego, jeśli tego nie ma, kiedy nie żyjesz (lub nawet kiedy śpisz jak trup), wtedy nie jest to realne. Ken oczywiście o tym wie – pisał o tym. Ken przyznaje, że spora część jego odbiorców nie jest gotowa by wziąć na siebie tę głębie prawdy, że ich osobowe 'ja', ich ciało i umysł, są tylko pozorami – i tak Ken, w swojej mądrości, prosi po dobroci by przyjęli integralną perspektywę, która jest zdrowa. Wie on także, że wszelkie punkty widzenia – w tym moje i Kena – są częściowe, tymczasowe i są spontaniczną grą miłości.
W tym krótkim byciu tutaj, wydaje się więc, że jestem mniej zbalansowaną osobą niż Ken i z pewnością znacznie mniej mądry, ale moja sztuka jest inna niż jego. Równoważenie wielkości i dobroci jest cnotą tych, którzy chcą naśladować sztukę Kena. Jeśli lubisz, żeby była zbalansowana, to jest to dla ciebie. Dzięki moim nauczycielom nie uważam już zrównoważenia, czy integralnej duchowości, za szczególnie artystyczną cnotę. Upijanie się i śpiewanie poezji jak to robił Rumi, siedzenie i gnicie jak to robił Maharshi – duchowa sztuka jest jak pornografia: możesz nie być w stanie jej zdefiniować, ale wiesz jak ją rozpoznać. „Waiting to Love” jest wezwaniem dla nas wszystkich by rozpoznać Jedność, którą jesteśmy, by rozluźnić się jako otwartość miłości i pozwolić naszym spontanicznym darom – w tym naszym seksualnym darom, jeśli tego chcemy – by wypływały nieskrępowane z tego nie wymyślonego, naturalnego gestu miłości.
David Deida & Vijay Rana, XII 2001



